Ostatnie 2 tygodnie to jakiś koszmar. Tyle sytuacji się wydarzło,które podcięły mi skrzydła. Kiedy już nie radziłam sobie sama ze sobą i swoimi emocjami zaproponowałam ci spotkanie. Standardowo odmówiłeś.
Nastały dni ciszy. Nie odzywałeś się. Zero wiadomości ani "cześć " ani "pocałuj mnie w d..." a ja nie chciałam się narzucać i żebrać o spędzenie ze mną odrobiny czasu. Dzień później w czwartek byłeś w miejscowości obok,w piątek wcześnie rano byłeś u rodziców. Kiedy dowiedziałam się o tym od osób trzecich, zabolało i to bardzo. Byłeś w mojej okolicy ale nie potrafiłeś się odezwać już nie mówię o spotkaniu ale o zwykłej wiadomości.
W sobotę z twojej strony padło napisane "hejo". Nie mogłam zareagować ,było we mnie tyle złości i bólu ,że wolałam milczeć by nie powiedzieć o słowo za dużo. Znowu nastała cisza.
Dotarła do mnie wiadomość ,że jest kiepsko z twoim zdrowiem, jakieś krwotoki z nosa i inne historie. Ręce mi opadły. Nawet w takich chwilach się nie odezwaleś. Poczułam się totalnie przez ciebie odstawiona na boczny tor. Z każdym dniem coraz mniej o tobie wiedziałam. Czułam ,że nie jestem już dla ciebie ważna.
W środę się zabrałeś by napisać do mnie. "Cześć.
Dlaczego nie odpiszesz by porozmawiać.
Co się dzieje..."
Wybacz ale ty stawiasz na przyjaźń i kontakty on-line a ja off-line . Są sprawy i wydażenia,których nie jestem w stanie ci opisać ,przedstawić w wiadomości pisemnej.
Tego wieczoru zamiast podjechać do mnie i sprawdzić co się dzieje wolałeś samotne,nocne tripy. Wysłałeś mi snapa,co wyprowadziło mnie z równowagi do tego gdy przeczytałam ,że korzystasz z ładnej pogody i pełni ,coś we mnie pękło. Znalazłeś cudowny sposób Jak można przyjacielowi w kiepskim stanie psychicznym pokazać że masz go w dupie i świetnie się bawisz gdy on cierpi😭
Kiedy ja tak bardzo potrzebowałam twojej obecności, żebyś najzwyczajniej w świecie przyszedł. Marzyłam o tym by usłyszeć "tęskniłem, brakowało mi Ciebie, cieszę się że cię widzę " ty mnie dobiłeś.
Poczułam się jak nic nie znaczący epizod w twoim życiu.
Kiedyś "przyjaciele" a teraz ...coraz bardziej obcy sobie ludzie?