Ostatni rok był dla nas ciężki. Każdy z nas przechodził jakieś swoje zawirowania życiowe. Niektóre były naszymi wspólnymi. Mieliśmy wiele wzlotów i upadków. Wiele chwil,które będziemy wspominać z uśmiechem ale też chwil o których będziemy chcieli zapomnieć.
Kiedy prawie miesiąc temu dostałam Twoją wiadomość,że po pracy idziesz do domu się spakować i będziesz szukał mieszkania,byłam w szoku. Było dla mnie oczywiste,że pod miom dachem zawsze znajdziesz schronienie,wsparcie. Nie rozważałam nawet innych możliwości. Było mi ciężko na sercu,że znów tak bardzo doświadcza Cię życie a z drugiej strony,może to brutalne ale cieszyłam się.
Cieszył mnie fakt,że wszystkie osoby,które kocham i są dla mnie ważne,będą obok mnie. Cudowne uczucie mieć ukochanych ludzi pod jednym dachem. Przygarnełam Cię z otwartymi ramionami i radością w sercu. Nie myślałam wtedy o konsekwencjach i skutkach swojej decyzji. A konsekwencje są ciężkie i bolesne ,przynajmniej dla mnie.
Bardzo się cieszę,że mogę Cię uścisnąć na dzień dobry i na dowidzenia. Mogę zobaczyć uśmiech na twojej twarzy,mimo że to bardzo rzadki widok. Nie przypuszczałam,że codzienny widok Twojego smutku,gonitwy myśli i wyalienowania tak bardzo mnie dotknie. Twój wewnętrzny ból stał się moim bólem.
Tak bardzo chciałam być Twoim wsparciem i ostoją. Próbowałam dać Ci ciepło,poczucie bezpieczeństwa,akceptacji,zrozumienia co skutecznie mi utrudniałeś. To bardzo boli jeśli z kimś mieszkasz,chcesz komuś pomóc a druga osoba tak szczelnie zamkneła się. Mijaliśmy się chodząc po domu lub siedzieliśmy godzinami przy herbacie w totalnej ciszy. Ty nie chciałeś rozmawiać a ja nie chciałam naciskać. Ta przeraźliwa cisza rozrywała mi serce. Uświadomiłam sobie,że nasza znajomość zaczeła całkiem umierać.
Kiedy zobaczyłam Cię dzisiaj z umową najmu mieszkania,coś we mnie pękło. Pojawiło się przeraźliwe uczucie strachu. Pojawił się lęk. Boję się. Boję się ,że historia zatoczy koło.
Biorąc pod uwagę swoje przejścia i doświadczenia związanie z pomaganiem młodzieży,wiem co się stanie. Jako "pogotowie ratunkowe dla młodych rozbitków" wiele przeszłam.
Często słyszałam jaka to nie jestem dla nich ważna,ile to oni mi nie zawdzięczają,jak bardzo są wdzięczni , nie zapomną nigdy o mnie a później....brak kontaktu,cisza i uczucie ogromniej pustki. Znowu ktoś wyrwał mi kawałek serca i poszedł z nim w świat,zapominając o mnie. Boję się,że będę musiała znowu przez to przejść. Boję się,że Ty również podziękujesz za pomoc,zamkniesz drzwi i zostawisz mnie z tą przerażającą pustką i uczuciem że
" wykonałaś zadanie i jesteś już nie potrzebna". Już teraz kiedy jeszcze mieszkamy razem ,nie rozmawiamy,spędzasz czas sam ze sobą i swoimi myślami więc...po wyprowadzce dlaczego by miało się to zmienić?